Wypożyczalnia odtwarzaczy cyfrowej książki mówionej dla osób niewidomych i słabowidzących – Edycja 2016

 

P  O  L  E  C  A  M  Y

darmowy eBook fantasy do pobrania

Książnica Pruszkowska korzysta ze środków Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa

FINAŁ XX EDYCJI OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU POETYCKIEGO IM. C. K. NORWIDA

22 maja, w Sali Koncertowej Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie odbył się

uroczysty Finał XX ( Jubileuszowej) edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. C. K. Norwida

 

 

Tym samym Wielka Historia zatoczyła koło – w tej samej sali rodził się nasz Konkurs. Laureaci przybyli z najodleglejszych zakątków naszego kraju oraz całkiem z bliska. Słowem – zewsząd.

Po otwierających uroczystość wspomnieniowych refleksjach, Przewodniczący Jury – profesor Piotr Mitzner odczytał tegoroczny werdykt i nastąpiło wręczenie nagród i wyróżnień.

W tym roku Finał upięknił swoim recitalem „ Do Kraju tego…” Kuba Michalski wraz ze swoją gitarą.

Wydarzenie uwiecznił Tomasz Malczyk z Głosu Pruszkowa.

 

Kwietniowa tradycja…

Kiedy w końcu 2002 lub na początku 2003 r. p. Grzegorz Zegadło zadzwonił do mnie z propozycją wzięcia udziału w pracach jury konkursu poetyckiego, byłem doktorantem w Pracowni Słownika Języka Cypriana Norwida Uniwersytetu Warszawskiego. I choć wówczas już od kilku lat zajmowałem się językiem Norwida, zwłaszcza językiem jego tekstów poetyckich, nie miałem doświadczenia w analizie i ocenianiu wierszy współczesnych. Propozycja zostania jurorem – obok takich osób, jak prof. Józef Fert, norwidolog z KUL i znakomity poeta oraz drugi uznany poeta, eseista i kryty literacki Krzysztof Gąsiorowski – bardzo mnie więc zestresowała, potraktowałem ją jednak jako jednorazowe wyzwanie, będące niejako przedłużeniem tego, co działo się w 2001 roku – Roku Norwida Mazowszu, w czasie którego uczestniczyłem w wielu różnorodnych przedsięwzięciach związanych z patronem. Dobrze pamiętam swoją wielodniową lekturę 163 zestawów wierszy, które wpłynęły wtedy na konkurs, ogromne trudności, jakie miałem z wyborem utworów do nagrody (wciąż zostawało mi ich za dużo…), a potem długą dyskusję na zapleczu głównej siedziby Książnicy Pruszkowskiej im. H. Sienkiewicza (zwanej wówczas jeszcze Powiatową i Miejską Biblioteką Publiczną).

Od tego czasu mija już prawie 20 lat i oto trochę niespodziewanie jako weteran uczestniczę w pracach jury podczas dwudziestej edycji konkursu… Przez te wszystkie lata kwiecień upływał mi pod znakiem poezji – szczególnej, ponieważ staranie wybieranej i nadsyłanej z całej Polski (i spoza jej granic) na pruszkowski, ale co dla mnie najważniejsze – norwidowski konkurs. To już zatem całkiem długa, dobrze utrwalona tradycja, a przecież jak pisał Norwid: „to przez tradycję wyróżniony jest majestat człowieka od zwierząt polnych, a ten, co od sumienia historii się oderwał, dziczeje na wyspie oddalonej i powoli w zwierzę zamienia się”.

Tradycją jest odbieranie paczek z kserokopiami, wyczekiwana pierwsza lektura wszystkich zestawów, a potem mozolne dzielenie ich na różne stosiki („zestawy do nagrody”, „zestawy do wyróżnień”, „wątpliwości”, „zestawy z dobrymi pojedynczymi wierszami”, „zestawy odrzucone”…), nieustanne przekładanie kartek z jednego na drugi, wielokrotne powroty do niektórych zestawów; kolejne zachwyty, kolejne zdziwienia, kolejne rozczarowania… Tradycją jest zawsze ta sama obawa – czy kogoś nie skrzywdziłem nieuważną, pospieszną, powierzchowną lekturą, czy nie okazałem się głuchy na czyjś poetycki język, czy potrafiłem przezwyciężyć oczywiste ograniczenia własnych upodobań literackich, czy wreszcie nie pominąłem jakichś subtelnych nawiązań do Norwida. Tradycją są też późniejsze, nierzadko wielogodzinne dyskusje w gronie jurorów i rokroczne zaskoczenie, że z jednej strony spora część wybranych wierszy się powtarza, a z drugiej są takie, które ktoś typuje do nagrody, a ktoś inny odrzucił już podczas pierwszego czytania. Tradycją jest w związku z tym także wspólna ponowna lektura (często głośna) części wierszy oraz przekonywanie do nich i siebie, i pozostałych jurorów. Tradycją jest wreszcie rozszyfrowywanie godeł nagrodzonych i wyróżnionych poetów oraz odnajdywanie wśród nich dobrze znanych, stałych uczestników konkursu, ale też twórców nam zupełnie nieznanych.

W tym miejscu zgodnie z konwencją tego typu tekstów powinna się pojawić jakaś refleksja o trwaniu tej pięknej tradycji, o przyszłości konkursu, a także zachęta do nadsyłania na niego wierszy przez kolejnych poetów. Jednak jako językoznawca i leksykograf od takich rozważań wolę twarde dane, na koniec więc trochę liczb. W dotychczasowych dziewiętnastu edycjach jurorami było w sumie 10 osób: Przemysław Dakowicz (1 raz), Józef Fert (1), Krzysztof Gąsiorowski (1), Wojciech Kass (3), Krzysztof Kuczkowski (2), Piotr Mitzner (18), Leszek Szaruga (10), Ewa Szczeglacka (4), Paweł Szydeł (1) oraz piszący te słowa (19). Na wszystkie konkursy nadesłano łącznie 4 431 zestawów, czyli 13 293 wiersze; najmniej – 132 na druga edycję w roku 2004, najwięcej – 358 na trzecią edycję w roku 2005. Nagrodzono i wyróżniono 127 zestawów, a drukiem wyróżniono kilkaset pojedynczych wierszy. Czy zawsze były one najlepsze? Czy przetrwały próbę czasu? Niech nową poetycką tradycją stanie się zaglądanie do kolejnych pokonkursowych tomików i weryfikowanie jurorskich wyborów.

Tomasz Korpysz