Wypożyczalnia odtwarzaczy cyfrowej książki mówionej dla osób niewidomych i słabowidzących – Edycja 2016

 

P  O  L  E  C  A  M  Y

darmowy eBook fantasy do pobrania

Książnica Pruszkowska korzysta ze środków Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa

Tak niewiele jest ludzi

Plon XIX edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. C. K. Norwida

ISBN 978-83-62144-89-1

Piotr Mitzner

Czy poezja jest literaturą?

Pytanie to, w tytule

postawione tak śmiało,

choćby z największym bólem

rozwiązać by należało” – jak w innej, równie trudnej kwestii („Dlaczego ogórek nie śpiewa”) wypowiadał się Konstanty Ildefons Gałczyński. No więc: poezja jest, czy nie jest literaturą?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że oczywiście tak. Przecież poeci należą do stowarzyszeń pisarzy, chyba że się z nich wypisują, jak to miało miejsce niedawno w naszym kraju, ale przyczyny tego gestu były innego rodzaju. Kiedy jednak zajrzymy do słowników zawierających wiedzę o pisarzach, przy nazwiskach znajdziemy taką na przykład klasyfikację: poeta, pisarz. Coś zatem jest na rzeczy?

Może to pozostałość z czasów, których nie obejmuje historia literatury, kiedy to umiejętności poetyckie bliższe były szamaństwa, kapłaństwa i wizjonerstwa? I tak zostało. W przeciwieństwie do poety, prozaik to tylko rzemieślnik.

Dostojniej jest być kapłanem niż rzemieślnikiem, więc autorzy, a za nimi badacze literatury w notach biograficznych na pierwszym miejscu piszą: poeta, choćby nawet bohater hasła wydał tylko jeden tomik wierszy.

Andrzej Bursa w przewrotnym wierszu Ja chciałbym być poetą dawał i takie argumenty:

Ja chciałbym być poetą

Bo byczo u poety

Bo u poety cztery żony

A z każdą dawno rozwiedziony

A ja lubię kobiety

Ja chciałbym być poetą

Może mnie przecież przyjmą

Bo dla poety Zakopane

Nie trzeba wcześnie wstawać rano

A wstawać rano zimno”.

Tym, którzy nie pamiętają całego wiersza Bursy przypominam, że stając wobec perspektywy nieskończonych wątpliwości i poszukiwań oraz szargania nerwów, kandydat na poetę jako osobnik wyraźnie leniwy, stwierdza, że nie chce być poetą.

Może więc prawdziwa poezja wymaga specyficznego trudu uważności, kontemplacji, pracy nad słowem, a w takim razie tym wytrwałym należy się nagroda w formie kategorii „poeta”, umieszczonej przy nazwisku.

Tę kwestię daję pod rozwagę naszym autorom. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że także poza światem poezji jest całkiem sporo jednostek ludzkich, które medytują, dotykają tego, co niewidzialne i przełamują językowe stereotypy. Tyle tylko, że tego nie zapisują.

 

 

Leszek Szaruga

WOKÓŁ MÓWIENIA WPROST

Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,

Czy ten, co mówić o tym nie pozwala?

Cyprian Kamil Norwid

Różne są spojrzenia na poezję. Jako kombatant poetycki Nowej Fali zapewniam, że podobne utwory – „kalające gniazdo” – znaleźć można w zbiorach Juliana Kornhausera czy Stanisława Barańczaka. To ten typ poezji tyrtejskiej, który wielu razi swą „prozaicznością” – oczywiście, taki utwór w pełni się tłumaczy w kontekście innych wierszy, ale sam w sobie ma zaletę polegającą na groteskowym wyolbrzymieniu cudzej publicystycznej narracji, co wydaje mi się dobrym sposobem na poruszenie odbiorcy. Ma to, rzecz jasna, swoje granice – wtedy, kiedy wiersz przeobraża się w płaski plakat: nie przypadkiem przestrzegał przed tą pułapką autor Nieufnych i zadufanych, gdy analizował wiersze powstające w okresie stanu wojennego w latach osiemdziesiątych. Cóż – takie jest ryzyko poezji określanej dość zwodniczym mianem „poezji zaangażowanej”. W istocie bowiem chodzi o poezję obywatelską, dającą wyraz zatroskaniu obrotem spraw, który osądza się jako niepomyślny i niebezpieczny dla ludzi, choć czasem uwodzący pozorami dobra.

Do takiej poezji bez wątpienia zaliczyć trzeba przeważającą ilość utworów Norwida, dla którego troska o wartości obywatelskie była jednym z uczuć najsilniejszych i której w swych wierszach potrafił dać mocny wyraz nie cofając się przed surowym osądzaniem współczesnych i odkrywając pustkę ukrytą często za Wielkimi Słowami. Myślę, że każdy z jurorów czytających wiersze przysyłane na konkurs Norwidowski musi mieć na względzie ten nurt poezji autora utworu zatytułowanego Do pogwałcicieli praw politycznych i cywilnych Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którym, podnosząc wagę poezji Mickiewicza, pisał:

– Pieśni jego, gesta i co jest nieodwołalnego niczem

Rzucamy Wam – Z d o b y w c y – s m ę t n i (bo nie triumfalni duchem).

Ręką wzięliście ziemi-piasek, a hołdownictwo-trzód – biczem,

I obywatelstwa-majestat śmieliście dotknąć łańcuchem!

I przyznam, że od kilku lat biorąc udział w wybieraniu najlepszych utworów przysyłanych na ten konkurs, z mozołem poszukiwałem tych wierszy, które by potrafiły sprostać wyzwaniu jaki dla poezji współczesnej stanowi to Norwidowe dziedzictwo. Niestety, bardzo to żmudne zajęcie, zaś utwory, które prócz słów lepiej lub gorzej ze sobą pozlepianych w wersy i strofy niosłyby w sobie żar prawdziwego zaangażowania, które by wyrażały szczerze miłość lub gniew powodowane troską o to, co Norwid nazywał „wielkim zbiorowym obowiązkiem” czyli o ojczyznę, takie utwory są tu jak naturalne czarne perły nie pochodzące ze sztucznych słodkowodnych hodowli. Niosą w sobie żar autentyzmu, prawdę uczucia.

Trudno, by te emocje oddawane były w języku Norwida czy Mickiewicza – miał rację Różewicz, gdy, pisząc o dramacie poetyckim Leopolda Staffa, podkreślał, że poezja dziś już nie mówi językiem Muz, lecz winna się wypowiadać w języku ludzkim. Słowne ornamenty, wyszukane metafory, subtelne i wieloznaczne symbole, choć poświadczające kunszt rzemieślniczy, stają na przeszkodzie w dążeniu do wyrażenia bezpośrednich odczuć i ostrych osądów. Jeżeli już zatem poeta chce podjąć kwestie, które go niepokoją i chce na nie zwrócić uwagę, wówczas bardziej stosownym środkiem wyrazu staje się ironia, groteska czy parodia – taka choćby jak w wierszu Piotra Zemanka. I choć może to budzić sprzeciw bywalców salonów literackich, to przecież może się ukazać skutecznym sposobem budzenia uśpionej wrażliwości.

Taka gra jest grą ryzykowną i często zawodną, niemniej nie dostrzeżenie szlachetnej bez wątpienia motywacji, jaka kieruje podejmującą ją autorką czy autorem byłoby małostkowym gestem zblazowanego estety. Poezja jest domeną ryzyka, zaś poezja zaangażowana, podejmująca sprawy dla społeczeństwa istotne ryzyko owo pomnaża. Tym bardziej warto podnieść wartość takiego odważnego gestu, zwłaszcza w przestrzeni, gdzie niewielu skłonnych jest rezygnować z bezpiecznego, lecz zarówno intelektualnie jak emocjonalnie pustego, choć gładkiego i kokietującego urodą rymotwórstwa.